Miesięcznik Poznaj Świat
Numer 2014-01-01

Artykuł opublikowany w numerze 01.2014 na stronie nr. 12.

Tekst i zdjęcia: Aleksandra Świstow,

Sny o potędze, Szanghaj na jawie


To miasto jest większe niż wszelkie o nim wyobrażenia. Najludniejsze w najludniejszym państwie. Największe w Chinach centrum gospodarcze i finansowe. Najważniejszy węzeł komunikacyjny, z trzecim co do wielkości portem morskim na świecie. Szanghaj to spełnienie marzeń Państwa Środka o potędze, bogactwie i nowoczesności. Ale to miasto ma też inne oblicza.

Dostępny PDF
W wersji PDF artykuł jest wyświetlany dokładnie tak jak został wydrukowany. Czytaj w PDF

 

Przez centrum Szanghaju przepływa rzeka Huangpu. Po jej lewej stronie wyrósł chiński Wall Street, czyli Pudong ze Specjalną Strefą Ekonomiczną, w której trwa niekończący się wyścig o tytuł najwyższego budynku – w Szanghaju, Chinach oraz na świecie. Jin Mao Tower ze swoimi marnymi 420 metrami wysokości dawno już odpadł z rozgrywki, pokonany przez mierzący 492 m Shanghai World Financial Center. Tuż obok czai się, by wystrzelić na wysokość 632 m, Shanghai Tower, którego budowa ma zostać ukończona w 2014 roku. 20 lat temu nie było ani jednego budynku przekraczającego 150 m wysokości, dziś jest tu ponad trzysta wieżowców, co pozwala miastu konkurować pod tym względem z takimi potęgami jak Chicago.

 

DZIELNICA Z PERŁĄ

Panorama biznesowej dzielnicy Pudong z jej futurystyczną architekturą. Widoczne są najwyższe wieżowce Szanghaju i jego wizytówka, Perła Orientu, czyli czwarta pod względem wysokości wieża telewizyjna świata.

BLOKERSI W KWIATACH

Mieszkańcy olbrzymich blokowisk szukają w parkach wytchnienia od betonu i ciasnoty codziennego życia.

BACZNOŚĆ! PROMOCJA

Nanjing Road to najdroższy handlowy deptak miasta. Podczas świąt państwowych, gdy tłumy Chińczyków wybierają się na luksusowe zakupy, ruchem pieszych kieruje wojsko.

 

PANORAMA SUKCESU

 

Na prawym brzegu rzeki ciągnie się Bund – nabrzeżna promenada, wzdłuż której prężą reprezentacyjne fasady budynki pamiętające jeszcze czasy kolonialne. Mieszczą się w nich siedziby największych banków oraz luksusowe hotele. Każdego ranka na promenadzie zbierają się mieszkańcy Szanghaju, aby w pierwszych promieniach słońca poćwiczyć wspólnie tai chi. To miejsce jest jedną z głównych atrakcji turystycznych miasta, rozciąga się stąd bowiem pocztówkowa panorama na Pudong wraz z jego wizytówką – Perłą Orientu, czyli czwartą pod względem wysokości wieżą telewizyjną świata. Każdy, niezależnie od tego, skąd przybywa do Szanghaju, chce mieć tutaj zdjęcie – z tym, dyskusyjnej urody, różowo-lśniącym, dość kiczowatym symbolem miasta. W godzinach turystycznego szczytu trudno przebić się przez gęstwinę obiektywów.
Kilka kroków stąd swój początek bierze Nanjing Road – najdroższy handlowy deptak Szanghaju. Ocean głów płynie tędy aż po horyzont, nieprzerwanie wylewając się z podziemnych przejść metra, jakby gdzieś na dole pracowała maszynka do produkcji ludzi. Tysiące kolorów i hałas złożony ze strzępków zdań, pokrzykiwania ulicznych sprzedawców, a po bokach – ściany ekskluzywnych sklepów kuszących tysiącami świateł. Odważne kreacje i ekstrawaganckie fryzury przechodniów nie dziwią tu nikogo. Młodzi mężczyźni dzierżą torebki w wypielęgnowanych dłoniach, ich długie paznokcie to oznaka wyzwolenia od pracy fizycznej.
Barwny korowód ciągnie się aż do Placu Ludowego – dawnego toru wyścigów konnych, na którym obecnie znajdują się: Muzeum Szanghajskie, Centrum Planowania Miasta z imponującą makietą metropolii, zajmującą powierzchnię całego piętra, Szanghajskie Muzeum Sztuki, Teatr Wielki, Park Ludowy, ratusz i największa (z dwudziestoma wyjściami) stacja metra.
To metro jest jednym z najdłuższych na świecie (11 linii, 434 km tras i 278 stacji). Przewozi też najwięcej na świecie pasażerów. Pierwszą linię w Szanghaju uruchomiono w tym samym 1995 roku, w którym ruszyło metro warszawskie. Ale na tym, niestety, podobieństwa się kończą. Miasto może się również pochwalić najdłuższą na świecie trasą kolei magnetycznej Maglev. 30 kilometrów z lotniska do centrum pokonuje ona w 7 minut i 20 sekund, chwilami z maksymalną prędkością 431 km/godz.

 

SZANGHAJ NAJ NAJ

Tu wszystko zdaje się być największe, najdroższe, najszybsze, najpiękniejsze. Na zdjęciu kładka dla pieszych w dzielnicy Pudong, zawieszona 20 metrów nad ulicą i szeroka na 5,5 metra.

WIEKOWA ROZ(G)RYWKA

Seniorzy grają w parku w go - popularną starochińską grę planszową, której początki sięgają ponad 2000 lat p.n.e.

METROPOLII ŻYCIE ZWYKŁE

Wielkomiejski hodowca drobiu, uliczna garkuchnia i stara architektura, czyli Szanghaj od środka.

 

METROPOLIA BEZ PUDRU

 

Slumsy w modelowym Szanghaju zostały wyburzone, uliczne kramy z jedzeniem odgrodzone szybami barów. Wystarczy jednak skręcić w boczną uliczkę lub odjechać kilka stacji metra od centrum, aby ujrzeć inną twarz miasta. Tu pomyje płyną rynsztokami, a wnętrzności wypatroszonych ryb walają się po chodnikach. Wielopokoleniowa rodzina siada do kolacji w sexshopie, będącym miejscem ich pracy, a fryzjer na środku swojego minisalonu odpala butlę gazową i smaży mięso z warzywami. Chińczycy spacerują tu po ulicach w pidżamach (przecież tak jest wygodniej!), plując i charcząc, zaś dzieci załatwiają swoje potrzeby wprost na chodnik. W zapomnianych przez czas zaułkach uliczni krawcy oczekują na klientów, siedząc na drewnianych skrzynkach lub prostych stołeczkach własnej roboty. Spod perfum luksusowego miasta przebija woń suszonej ryby.
Ten inny Szanghaj cuchnie kanałami wodnego miasteczka Qibao, wchłoniętego przez metropolię. Jego nazwa oznacza siedem skarbów, które, zgodnie ze starożytną legendą, ukryte zostały w zakamarkach miasta. Dziś również można popróbować szczęścia, poszukując ich w kolorowym labiryncie kramów i sklepików – żelaznego posążka Buddy, dzwonu z brązu, złotej sutry lotosu, topora z nefrytu, złotego koguta, pary jadeitowych pałeczek oraz 1000-letniego drewna katalpy. Przeciskając się przez tłum oblegający bazarowe stoiska, nie można oprzeć się wrażeniu, że znaleźć tu można rzeczywiście wszystko.
Metropolia pokazuje światu nowoczesne oblicze, ale pod grubą warstwą pudru kryje się jej szara twarz, zmęczona zwykłym życiem, ciężką pracą w fabrykach i mieszkaniem w olbrzymich blokowiskach. Swój kilkunastometrowy kącik ma tam większość (podobno 90 proc.) mieszkańców tego miasta marzeń.
W żadne statystyki nie wlicza się jednak obywateli drugiej kategorii – tych bez miejskiego hukou, czyli pozwolenia na stały pobyt. Brak tego dokumentu pozbawia tu podstawowych praw – takich jak dostęp do edukacji czy opieki medycznej. Mieszkańcy wsi, którym praca na roli nie pozwala wykarmić rodzin, ściągają do Szanghaju, by pracować fizycznie po 10 godzin dziennie przez 27 dni w miesiącu – mieszkając w barakach na placach budowy lub bezpośrednio w budowanych obiektach. To oni stawiają mosty, wieżowce i drogi, to oni budują potęgę Szanghaju, przypłacając to rozłąką z rodziną oraz zdrowiem, bo żyją przeważnie w fatalnych warunkach. Ich skromne wynagrodzenia nierzadko spóźniają się albo nie trafiają do nich wcale. W tym mieście trudno walczyć o swoje, kiedy nie jest się jego obywatelem…

 

PARY W PARKU

Wizyta w największym szanghajskim Parku Stulecia to dla wielu mieszkańców substytut wyjazdu za miasto. Bardzo popularne są weekendowe wypady pod namiot do... parku właśnie.

A KOLOR JEGO CZERWONY

Gospodarka Chin rozwija się nadal pod czerwonym sztandarem, wszechobecnym w życiu obywateli.

 

HAZARD, PRZESĄDY I HERBATA

 

Skrywane oblicze Szanghaju to również zamiłowanie mieszkańców do hazardu. Mimo zakazów w karty gra się wszędzie – w parkach, na stolikach szachowych, przy zapleczach sklepów na skrzynkach po warzywach. Stos pieniędzy rośnie z każdym rozdaniem, rośnie też napięcie graczy. Czasem ciszę przerwie wybuch sprzeczki lub śmiech. W kilka sekund po skończonej grze po hazardzistach nie ma śladu. Nagminnie łamany jest również zakaz walk świerszczy, których tradycja sięga czasów dynastii Tang. Wysokość zakładów oraz cen owadów, które mają za sobą kilka wygranych walk, przyprawiają o zawrót głowy.
O przywiązaniu Chińczyków do tradycji świadczą też przesądy. Wielu budynkom, zarówno tym mieszkalnym, jak i użyteczności publicznej, zabytkowym i nowoczesnym (jak na przykład Szanghajskie Międzynarodowe Centrum Zdrowia), zapewnia się ochronę przed… demonami. Budowane są, prowadzące do wejść, kamienne zygzakowate mostki albo też ściany tuż za drzwiami wejściowymi, które należy obejść z lewej czy prawej strony, aby dostać się do środka. Człowiek poradzi sobie z przeszkodami, ale zły duch nie… Numery telefonów ze szczęśliwą ósemką i mieszkania znajdujące się pod tym numerem biją rekordy popularności oraz cen. Każdy szanghajczyk chce sobie zapewnić przychylność losu. Złej fortuny lepiej nie kusić, więc w budynkach często brakuje pięter z numerami 4, 14, 24… Cyfra 4 wróży bowiem śmierć.
W wąskich uliczkach Francuskiej Koncesji, w dzielnicy Tianzifang, na spotkanie z historią nieśmiało zapraszają niskie, zwieńczone kamiennymi łukami, tradycyjne domy w stylu shikumen. Podobnie jak skalne labirynty ogrodów Yu Yuan, które udają, że pamiętają czasy dynastii Ming – ta porośnięta mimozą i magnolią oaza spokoju była bowiem od szesnastego wieku wielokrotnie przebudowywana i upiększana. Zapach tradycyjnie parzonych zielonych liści prowadzi od Mostu Dziewięciu Zakrętów do herbaciarni szczycącej się tytułem najstarszej w Chinach. Z kolei aromat kadzideł wiedzie do zdobionych złotem wrót buddyjskich świątyń, przed którymi o jałmużnę proszą bezdomni starcy i kalekie dzieci.

 

UKOŁYSAĆ MÓZG CHIŃCZYKA

 

W soboty na tyłach majestatycznego Teatru Wielkiego, w cieniu drzew Parku Ludowego, rodzice samotnych dzieci, które przekroczyły trzydziestkę, rozwieszają ogłoszenia matrymonialne w nadziei na znalezienie dla nich partnera. Z karteczek przylepionych do gałązek żywopłotu można wyczytać wiek, zawód, wagę, wzrost, a nawet zarobki i zasobność posagu. Każde ogłoszenie opatrzone jest zdjęciem kandydata. Osoba w tak „poważnym” wieku, która nie zawarła jeszcze małżeństwa, to wstyd dla rodziny, nawet w tym pędzącym ku nowoczesności mieście.
Zmęczeni ciągłym biegiem mieszkańcy szukają wytchnienia w soczystej zieleni parków. Przychodzą tu, aby wspólnie tańczyć, śpiewać, grać w madżonga, w go lub badmintona, no i łowić ryby. To królestwo seniorów oraz ich wnuków noszonych na rękach – każdy Chińczyk przecież wie, że wożenie dzieci w wózku jest szkodliwe, bo „mózg za bardzo się trzęsie”. Panie rozciągają się przy barierkach, pary ćwiczą walca, sędziwy pan akompaniuje na flecie koledze, który śpiewnym głosem odczytuje z pomiętej kartki tekst piosenki. A nad ich głowami trzepoczą kolorowe wstęgi latawca.